| Jesteś w: Astrologia » Felietony |
„Powiedz mi, co jesz, a powiem ci, kim jesteś” – napisał kilkaset lat temu w uroczej książeczce pt. „Fizjologia smaku” Anthelm Brillat-Savarin. A czy jest coś takiego, jak „astrologia smaku”? Gdzie w horoskopie leżą nasze upodobania kulinarne, smak i gust?

W pierwszej chwili większości miłośników astrologii jedzenie kojarzy się z potrzebami Księżyca: czy słusznie? Nie do końca... Owszem, Księżyc mówi sporo o naszych przyzwyczajeniach i kulinarnych wspomnieniach z dzieciństwa, o tym, czy i jak w jedzeniu szukamy poczucia bezpieczeństwa. Jednakże sam smak jako taki to nie Księżyc – to Wenus. Księżyc to nasze instynkty, a przecież gust – kulinarny czy każdy inny - jest czymś świadomym i polega na dokonywaniu wyborów. Jak pisze Brillat-Savarin: „Smakoszostwo jest aktem naszej władzy sądzenia, którym przyznajemy pierwszeństwo temu, co naszemu smakowi miłe, nad tym, co nie ma tej zalety”.
Podlegające władzy Wenus smakoszostwo (swoja drogą, co za piękne słowo! Od razu przywodzi na myśl półmisek czegoś pysznego) świetnie łączy jej dwa oblicza: władczyni Byka i władczyni Wagi. Choć często skłonni jesteśmy przypisywać Wenus przede wszystkim cechy powietrznej, wysublimowanej Wagi, to przecież jest ona także panią Byka - chyba najbardziej zmysłowego znaku Zodiaku! A każda biesiada, żeby była udana, potrzebuje spełnienia dwóch warunków: musi odbywać się przy pięknie nakrytym i zastawionym pysznymi potrawami stole (Byk), wokół którego gromadzi się dobrane towarzystwo, skłonne do żartów i rozmowy (Waga). Jednocześnie jedzenie, będąc czynnością społeczną, jak żadna inna przerzucającą most między ludźmi (Waga i dom VII), jest miernikiem świata naszych wartości (Byk i dom II), które można rozpoznać po zwyczajach związanych z przyrządzaniem i podawaniem potraw czy z zachowania biesiadników.
Warto zauważyć, że same zasady zachowania się przy stole, a także nakrywania go i sadzania gości stanowią ogromną część savoir-vivre’u, a więc wiedzy, jak żyć – jakich reguł przestrzegać, by swobodnie poruszać się w społeczeństwie. Nie garb się, nie mów z pełną buzią, nie siorb – w naszym kręgu kulturowym słyszy to niemal każde dziecko, jako że zachowania takie należą do nagannych. W innym rejonie siorbanie, bekanie i mlaskanie mogą należeć do kanonu zachowań w dobrym stylu, będących wyrazem grzeczności ugoszczonych i podziwu dla zaserwowanych przez gospodarzy przysmaków. Wszystko to są kwestie umowne – rodzaj niepisanego prawa, którego nieprzestrzeganie grozi towarzyskim ostracyzmem. Jak ważne są to sprawy dla każdej społeczności, dowodem jest choćby fakt, że wśród najstarszych zachowanych tekstów w języku polskim obok „Bogurodzicy” czy „Kazań świętokrzyskich” znajduje się wiersz Słoty – „O zachowaniu się przy stole”, zawierający pouczenia i wskazówki co do kultury biesiadowania, na przykład:
"Panny, na to się trzymajcie,
Małe kęsy przed się krajcie".
Wracajmy do smaku i jego związków z planetą przyjemności i gustu. Bo ile Wenus, tyle upodobań i sposobów rozkoszowania się jedzeniem! Jedna Wenus będzie kochać tradycyjną, polską kuchnię i krzywić się na obce, nieznajome potrawy - druga będzie uszczęśliwiona mogąc skosztować najdziwaczniejszego dania z drugiego końca świata. Jedna będzie chrupać chili, zagryzać imbirem i popijać tabasco - druga będzie przepadać za łagodnym smakiem odrobiny świeżej bazylii. To samo z podejmowaniem gości: jedna Wenus przyjmie ich przy stole nakrytym wykrochmalonym na sztywno białym obrusem, z zastawą i sztućcami ustawionymi dokładnie według zaleceń podręczników dobrych manier; druga fantazyjnie ozdobi utrzymany w pastelowej tonacji stół kwiatami i świecami; trzecia dobierze wyraziste wzory, bawiąc się nowoczesnymi zestawieniami nasyconych kolorów, a jeszcze inna po prostu rzuci pęk widelców na ławę, postawi stertę talerzyków, urządzając barwny i chaotyczny szwedzki bufet. Zapewne ta właśnie fascynująca różnorodność jest jedną z przyczyn, dla których – odwołam się znowu do słów Brillat-Savarina - „Stół to miejsce jedyne, gdzie człowiek nigdy nie zazna nudy przez pierwszą godzinę”.
Nasze jedzeniowe gusta to jednak nie tylko cechy Wenus – to także ogólna energetyka horoskopu. Nawet kochająca precyzję i estetykę porządku Wenus w Pannie nie ulepi stu jednakowych pierożków czy babeczek, jeśli ma w horoskopie np. mocno posadowionego i aspektującego Wenus Urana, który wprowadzi element chaosu i zniecierpliwienia czy też marzycielskiego Neptuna, który każe jej jedną ręką lepić pierożki czy formować babeczki, a drugą przewracać kartki wyjątkowo interesującej książki, podrygując w rytm akurat lecącej w radiu ulubionej piosenki.
Osoby ogniste będą zazwyczaj wolały takież potrawy, które będą wzmacniać ich ciepło, entuzjazm i temperament: ostre przyprawy, chili, imbir, mnóstwo pieprzu. Osoby ziemskie kochają potrawy konkretne, pożywne, z naturalnych składników, niekoniecznie tradycyjne, ale też nie nazbyt udziwnione – choć nikt, tak jak one, nie doceni harmonii prostych smaków. Ideał - kuchnia grecka, której sekret tkwi w kolorowych świeżych składnikach. Osoby bardzo powietrzne będą kochać jedzenie niezbyt tłuste i kaloryczne, raczej lekkostrawne. Francuska nouvelle cuisine powinna je zachwycać, zwłaszcza że jest jednocześnie świetnym punktem wyjścia do błyskotliwej konwersacji o przemianach współczesnego świata. Raclette to wymarzone danie dla nieprzepadającej często za gotowaniem powietrznej osoby, która planuje przyjęcie – człowiek się nie narobi, a goście oczarowani nowością i pomysłowością wspaniale zintegrują się manewrując łopatkami do sera. Osoby z przewagą żywiołu wody będą do spraw jedzenia podchodzić emocjonalnie: mogą na całe życie pokochać smak kukurydzy, którą jadły w szczęśliwym momencie lub znienawidzić placek ze śliwkami, które upiekły w tamten pamiętny wieczór... Ich gustem sterują wspomnienia, odczucia i przeczucia, które równie dobrze mogą skierować je na tory tradycji spod znaku zrazików i kapusty, jak i na fantazyjne drogi eksperymentów, wiodące do najdalszych kulinarnych zakamarków świata – mocno zaznaczony w horoskopie Rak i Skorpion częściej wybierają pierwszą wersję, Ryby drugą, choć reguły nie ma.

„Wieloletnie doświadczenie pozwala mi obecnie wnioskować na podstawie smaku, charakteru i wyglądu potraw – o smaku, charakterze i nawet światopoglądzie osoby, która te potrawy przyrządzała. Nie zdarzyło mi się jeszcze, by mi smakował posiłek przyrządzony przez antypatyczną osobę. I przeciwnie, najmilsi mi ludzie gotują jak anioły” – pisze Małgorzata Musierowicz, autorka i ilustratorka książek dla dzieci i młodzieży, która popełniła m.in. dwie nietypowe książki kucharskie z przepisami.... bohaterów innych książek; jej własnych oraz klasyki literatury dziecięcej i młodzieżowej.
„Sucha dama w stylu angielskim poczęstuje Was z pewnością czymś spokojnym, a nawet nudnym w tonacji, zrównoważonym pod względem przypraw i czasem z lekka niewyrośniętym czy niedopieczonym: woli zawsze OSTROŻNIEJ i MNIEJ niż ODWAŻNIEJ i WIĘCEJ. Żadnych szaleństw! – stąd częste zakalce. Poda Wam herbatę świeżo zaparzoną, lecz mimo to bladą i bez zapachu. Jej zupa pomidorowa będzie zaledwie bladoróżowa, gdyż damie zawsze drgnie ręka przy wrzucaniu pomidorów do wywaru (...). Fantazyjne, pyskate czupiradło z lokami do pasa, powiewną spódnicą i odważnym makijażem na pewno lubi przyrządzać potrawy barwne i zdecydowane w smaku, z ostrymi przyprawami, od których oddech płonie. Kuchnia, mam wrażenie, meksykańska lub węgierska. Może indyjska. Wysoka, chuda melancholiczka o ambicjach intelektualnych i podłużnym, smętnym obliczu, z reguły oświadczy Wam, że niestety jest beztalenciem kulinarnym; wilgotny szary sernik, jakim Was poczęstuje, kupiony został przedwczoraj w cukierni, bo ona sama nie ma pojęcia o pieczeniu ciast; a zawiadomi Was o tym takim tonem, jak by tę nieumiejętność poczytywała sobie za zasługę. A ta kwaśna pani o zaciśniętych ustach i bezkompromisowym spojrzeniu? O, ona, jeśli już będzie musiała zaprosić Was na obiad, poda na przykład barszcz staropolski, ale to nie będzie ani barszcz, ani staropolski, tylko istna rozpacz. Ta pani gotować nie umie i umieć nie może, bo radość życia i wszelką przyjemność uważa za zdrożne. I dobrze jej tak. Jej ciasto będzie mało słodkie i gnieciuchowate i nawet cukier będzie u niej kwaśny”.
Wprawdzie autorka „Łasucha literackiego” jest dość kategoryczna w swoim osądzie, że dopiero umiejętność gotowania potwierdza zdolność korzystania z rozkoszy podniebienia, ale my uznajmy, że wystarczy umieć ze smakiem JEŚĆ. Kto tego nie potrafi i w tym momencie dziwi się, jak można było tyle czasu poświęcić na rozważania o tak przyziemnej i niewiele znaczącej sprawie jak jedzenie, niech lepiej uczciwie zastanowi się nad sobą – bo smak kulinarny nie istnieje w oderwaniu od innych smaków życia i kto nie umie się nim cieszyć, prawdopodobne nie umie też czerpać radości z innych jej źródeł, zaczynając od rozkoszy obcowania ze sztuką, a na rozkoszach seksu kończąc (zwłaszcza rozkoszach seksu poprzedzonego kolacją przy świecach i z udziałem smakowicie przyrządzonych potraw-afrodyzjaków!). A wśród wielu innych przyjemności biesiadowanie ma pozycję bodaj czy nie najmocniejszą, bowiem – oddaję głos jeszcze raz autorowi „Fizjologii smaku”: „Rozkosze stołu są przywilejem każdego wieku, każdej kondycji, każdego kraju, każdego dnia; mogą być w zgodzie z wszelką przyjemnością i one na ostatek są nam pociechą po utracie innych”.
cytaty pochodzą z książek:
Anthelm Brillat-Savarin, "Fizjologia smaku", tłum. J. Guze
Małgorzata Musierowicz, "Łasuch literacki, czyli ulubione potrawy moich bohaterów – przepisy kulinarne i wnikliwe komentarze"
Zdjęcie u góry przedstawia "Martwą naturę z owocami" Józefa Pankiewicza