Dlaczego ludzie chodzą do wróżek?
Kto przychodzi do wróżki i co pragnie usłyszeć?
Przeglądam ostatnio różne fora i tak się zastanawiam, po co właściwie ludzie chodzą do wróżek i astrologów? Ta częśc, która pragnie się rozwijac duchowo, to ułamek procenta - zresztą, takie osoby wolą same zająć się jakąs dziedziną ezoteryki i samodzielnie szukać inspiracji i pomocy. Tak naprawdę do wróżek przychodzą przede wszystkim osoby, które czują, że ścieżka życia, po której idą, wygląda zupełnie inaczej, niż by chcieli, ponadto prowadzi w zupełnie nie tym kierunku, a czasami się rozwidla i nie wiadomo, którą odnogę wybrać. Gdzieś głęboko skrywają nadzieję, że wróżka swoją magiczną mocą odmieni zły los, odczyni uroki i zamieni zachwaszczoną dróżkę w wygodny gościniec - a oczywiście tego zrobić nie może, gdyż każdy jest kowalem swojego losu.
Może jednak dla kogoś zrobić inną rzecz, która dla wielu osób jest tak niezwykła, że przez nią właśnie wizyty u wróżki stają się narkotykiem (rekordzistki na forum "Wróżbiarstwo" opisywały swoje wizyty u ponad dwudziestu wróżek!). Tarocistka może poświęcić mu nie tylko swój czas i umiejętnosci, ale także uwagę. A ta jest dziś towarem deficytowym - każdy biega za swoimi sprawami, nie mając czasu, by choć przez godzinę skupić się na swoim życiu wewnętrznym, a co dopiero cudzym. Dlatego w USA furorę robią psychoanalitycy, którzy oferują klientom przede wszystkim uważne słuchanie. U nas każdy lekarz mający w nazwie swojego zawodu cząstkę "psycho" źle się kojarzy, a chodzenie do niego jest czymś wstydliwym, przyznaniem się do porażki, do ułomności, do tego, że "coś ze mną jest nie tak". Wróżki tak się nie kojarzą, więc ludzie wolą póść do nich po rade i pomoc - choć oczywiście wolą nazywać je tarocistkami, to brzmi bardziej nowocześnie, niż staroświecka wróżka. Wróżka wysłuchuje więc o najróżniejszych problemach, a ludzie chętniej niż komu innemu się jej zwierzaja, wyczuwając podświadomie, że ponieważ szczęśliwe osoby rzadko do niej przychodzą, to na pewno poznała już tyle opowieści o porażkach i zawiedzionych nadziejach, o fałszywych przyjaciołach, zdradzajacych i zdradzanych partnerach, rozbitych małżeństwach, problemach wychowawczych, łóżkowych, uczuciowych, finansowych itd. że umie nie oceniać, nie krytykować, tylko pomóc znaleźć najlepsze wyjście z sytuacji. Wróżka jest jak psychoanalityk. Wysłucha. Pomoże. Doradzi. Można zdradzić jej wstydliwe sekrety, bo wiadomo - pewnie niejeden klient już jej o czymś podobnym opowiadał. Co zresztą jest prawdą.
Wróżka sprawia, że człowiek czuje się niezwykle ważny. Każdy, kto był choć raz u dobrej tarocistki, która zna swój fach i naprawdę chce oraz umie pomóc, zna to uczucie. Tarocistka i jej klient siedzą naprzeciwko siebie, między nimi leżą karty, a oboje skupiają się na jednym: na osobie, która przyszła po radę. W tym momencie nie istnieje nic innego, tylko klient wróżki i jego sprawa. To dla niego tarocistka uchyla rąbka tajemnicy i zagląda w przyszłość, szukajac w plątaninie nitek ludzkich losów akurat tej, która oznacza układ zdarzeń, który wyznaczają przeszłe i obecne czyny danej osoby oraz jej postanowienia na przyszłość. Każda uczciwa wrózka wie i powie to klientowi, że to, co ona odczytuje z kart, nie jest wyrokiem - sama wiedza o takiej możliwości wydarzeń sprawia, że osoba, której dotyczyła wróżba, już może zmienić swój los. Zrobi badania lekarskie. Pożyczając pieniądze komuś bliskiemu przezornie poprosi o spisanie umowy. Zacznie uważnie obserwować reakcje swojego dziecka na tematy zwiazane ze szkołą i porozmawia z nauczycielami, czy nie zaobserwowali czegoś niepokojacego. Ugryzie się w język, zanim opowie koleżance z pracy o czymś, co chciałaby zachować dla najbliższych. Poprosi znajomego fachowca, aby obejrzał uważnie używany samochód, zanim go kupi w bardzo okazyjnej cenie. A poza tym, każda szanujaca się wróżka, widząc niekorzystny i niechciany bieg zdarzeń, powie zawsze: czy chcesz zapytać, co możesz z tym zrobić i jak to zmienić?
Mnie niezmiennie zadziwia jedno - często rozwój wydarzeń, który widać w kartach, tak naprawdę nie jest dla osoby pytającej wielkim zaskoczeniem. Okazuje się, że dana osoba coś takiego przeczuwała, ale np. nie chciala dopuścić do siebie tej myśli, nie chciała pozbawiać się złudzeń, albo też nie umiała swojego niepokoju nazwać. Seans u wróżki pomaga się skupić na sobie i uczynić to skupienie bardziej efektywnym, bo przecież nad Twoimi sprawami ktoś koncentruje się razem z Tobą. Myślę, że z tarocistkami jest jak z psychoanalitykami: to, że ktoś jest dobry w rozwiazywaniu problemów innych, nie oznacza, że automatycznie zna lekarstwo na własne! Poza tym, zachowanie dystansu i obiektywizmu wobec cudzych kłopotów jest o wiele łatwiejsze... Każda tarocistka powinna więc mieć swoją, żeby móc na chwilę zamienić sie rolami, odetchnąć, poradzić się kogoś, a także skonsultować trudniejsze przypadki i rozwiać wątpliwości. Tak jak lekarz - bo w końcu tarocistka bywa często lekarzem, z podwójną specjalizacją: złamane serca i podcięte skrzydła. Dlatego sama, choć całkiem nieźle znam siebie i moje karty, z którymi zresztą bardzo lubię rozmawiać, czasem potrzebuje, żeby ktoś inny mnie wysłuchał i zajrzał dla mnie w swoje karty albo wysłuchał o problemach z interpretacją czy jakichś dylematach moralnych.
Dzisiejszy wpis w Magicznym Kuferku powstał wskutek jednej z takich właśnie rozmów z inną tarocistką, która, wysłuchując moich podziękowań po ostatnim seansie i żartów, że jako typowy zodiaklny Lew uwielbiam słuchać o sobie, wtrąciła nagle:
- Alez nie ty jedna! Wiesz, co mi jedna babka kiedyś powiedziała? "Dziękuję ci, że tyle czasu chciałaś rozmawiać o mnie"...
Informacje pochodzą ze strony www.magiczny-kuferek.pl
|